“Cywilizacja odwraca się od ludzkości” - w czym tkwi geniusz “Rancza”?

Profesor Marcin Matczak wysnuł niedawno dość kontrowersyjną, aczkolwiek interesującą, teorię na temat, co się dzieje z umysłem, który nie czyta, ale skroluje telefon. W skrócie, osoby wychowane na czytaniu książek, słuchaniu opowieści, mają naturalną tendencję do myślenia o świecie, o sobie, jako właśnie o opowieści. Która ma swój początek, rozwinięcie i będzie miała swój koniec. Według Matczaka, jeśli ktoś “żyje” dzięki rolce, to jego świat nie będzie uporządkowany. Internet bardziej przypomina łąkę, na której skacze się z kwiatka na kwiatek i nigdy nie wiadomo, w którą stronę będzie się zmierzać. 


Nie będę oceniać trafności tej teorii, szczególnie części dotyczącej Internetu. Utożsamiam się jednak z myślą o życiu, jako o opowieści. Może dlatego też nie trafia do mnie nowomowa XXI wieku o “mindsecie”, “work life balance”, itd. Wszelkie życiowe “mądrości”, jeśli nie z własnych doświadczeń, raczej czerpię z książkowych powieści, mniej z filmów i seriali. Ale jednak!


Z przypadku, po ponad 15. latach, sięgnąłem po serial “Ranczo”. Wcześniej miałem z nim do czynienia jako bezrefleksyjne dziecko, które bawiły dialogi z ławeczki, popijanie “mamrota” i ciekawiły miłosne perypetie “Lucy”. W pewnym momencie “Ranczo” stało się popularne nawet w kręgach maturzystów, jako materiał, do którego można odnosić się w każdym aspekcie. Ominąłem jednak ten “trend” i teraz mogę żałować. 


Przede wszystkim, wielki szacunek dla scenarzystów! Ten serial, wbrew pozorom, nie jest zwykłym serialem z prostolinijną i przaśną narracją. Z jednej strony to zapis naszej historii, z drugiej zapis nas samych. “Serce” serialu, Wilkowyje, nie jest “Polską B - to nasz kraj w pigułce. Dla wtajemniczonych, nie ma różnicy między “Solejukiem” spod ławki pijącym “Mamrota”, a wójtem ze skłonnością do drogiej brandy - i jeden, i drugi ma problem z alkoholem. 


Bo “Ranczo” od początku do końca pełni funkcję edukacyjną, trafiając swoją formą do określonej grupy odbiorców - głównie klasy pracującej, drobnych przedsiębiorców oraz mieszkańców wsi i mniejszych miast. Jednocześnie niesie również wartościowe treści dla przedstawicieli klasy wyższej, żyjących w oderwaniu od realnych problemów większości społeczeństwa. “Ranczo” ukazuje specyfikę ich własnego kraju, której nie dostrzegają – tkwiące w nim ukryte dobro, wymagające wsparcia i rozwoju.


Wilkowyje na pierwszy rzut oka przypominają siedlisko moralnego upadku. Pełne zdrad małżeńskich, pijaństwa, przedmiotowego traktowania kobiet i dzieci, a także akceptacji zastanych patologii oraz postaw nacechowanych egoizmem. Jednak to tylko powierzchowny obraz. “Ranczo” pokazuje krytyczną wizję rzeczywistości, lecz łagodzi ją poprzez ciepłe i pełne życzliwości podejście do drugiego człowieka. To właśnie ta życzliwość sprawia, że serial zyskał tak szerokie uznanie, bo tego ludziom dziś najbardziej brakuje. Jak stwierdził jeden z głównych bohaterów, Kusy - “Cywilizacja odwraca się od ludzkości”, co może oznaczać, że cywilizacja, zamiast prowadzić do postępu moralnego i etycznego, coraz bardziej oddala się od fundamentalnych wartości, takich jak empatia, solidarność czy godność człowieka. 


Takich przykładów problemów naszego społeczeństwa jest więcej i polecam każdemu odświeżyć sobie tę pozycję. Osobiście, najbardziej doceniam  wątek o dylematach artysty, z którymi mierzy się wspomniany Kusy. Niespełniony (na początku serialu) malarz dla pieniędzy i z niechęcią maluje diabły, które ludzie tak chętnie chcą kupować, jednak sam woli tworzyć abstrakcje, nie zrozumianą przez ogół. Tak, nawet artyści znajdą siebie w tym serialu. 


PS. Z przymrużeniem oka, “Ranczo” nawet niesie przesłanie do aktualnej sytuacji geopolitycznej. “(…) Amerykanie są kompletnie pozbawieni realizmu. (…) od kiedy wylądowali na Księżycu, to wydaje im się, że wszystko jest możliwe”. 


Kusy to był mądry gość… 




 

Brak komentarzy:

INSTAGRAM FEED

@soratemplates